Środa, 30 listopada, 2016, 16:10 Polityka
Paschawer do tęskniących za czasami Janukowycza: Dobrobyt nie jest mierzony tylko zarobkami

Pytanie o to, gorzej czy lepiej Ukraińcom żyło się za Janukowycza, aniżeli teraz, zależy nie tylko od średniego poziomu wynagrodzeń lub kursu dolara, ale i od tego, jak swobodnie naród żył.

O czym w wywiadzie dla ZIK powiedział prezes Centrum Rozwoju Gospodarczego Aleksander Paschawer.

– Kryzys rozpoczął się za Janukowycza w 2012, a w 2013 to już był poważny kryzys. W 2015 roku zaczęliśmy wychodzić z kryzysu, w 2016 gospodarka zaczęła wzrastać. To są fakty.

Czy gorzej żyjemy teraz, niż w 2011 lub 2012? Tu trzeba dobrze zrozumieć, co to znaczy "gorszy". Janukowycz jako zjawisko władzy – to było chyba najgorsze co wybrał naród ukraiński. To jest po prostu grzech narodu ukraińskiego przed sobą.

Janukowycz, próbował i, dzięki Bogu, że nie stworzył system totalnego prywatnego monopolu. Jeśli, na przykład, Putin tworzy totalny monopol państwowy, co niby odpowiada historycznie duchowi narodu rosyjskiego, kult cara, dominacja interesu publicznego nad prywatnym, to Janukowycz miał przed sobą niespotykane zadania – chciał stać się jedynym głównym oligarchą kraju. To bardziej przypomina kraje afrykańskie, niż europejskie.

Po prostu nie miał poczucia ani historyczności, ani geopolityki. Dlatego jego cele były możliwe, ale to właśnie one gwałtownie pogarszały gospodarkę kraju. Gdyby on rządził krajem tak dalej, to mielibyśmy bardzo głęboki kryzys.

Odnośnie tego, dobrze czy źle żyją Ukraińcy, to warto sobie uświadomić, że często w okresach przejściowych żyją gorzej. To naturalnie. Gdyby Janukowycz został, nie doświadczylibyśmy wojny, a on po prostu dobrowolnie oddał by Krym, czyli osłabiłby kraj dobrowolnie. Nie przypadkowo przecież naszym głównym problemem było to, że organy siłowe były wypełnione nawet nie agentami, a po prostu przedstawicielami Rosji.

W ten sposób "gorzej" czy "lepiej" zależy nie tylko od tego, ile pieniędzy mamy, ale i od tego, jak swobodnie żyjemy, jak realizujemy się jako naród. W tym sensie obecne warunki są porównywalne z tymi, które były za Janukowycza. To tak, jakby zapytać zwierząt: "Gdzie lepiej się żyje – w lesie czy w klatce?".

Pamiętam, jak doradca prezydenta Rosji Siergiej Głazjew przyjeżdżał tu do Kijowa i mieliśmy z nim debatę w telewizji. Mówił: "I kto będzie u was coś kupował? Tylko my możemy kupić". I dla mnie, na przykład, było obrazą to, co mówił. Czyli zamiast wolności, zapraszamy do naszej klatki, w której być może, będziemy karmić.

Dlatego pytanie o to, żyło się gorzej lub lepiej, nie sprowadza się do tego, jaka była średnia pensja, inflacja, kurs hrywny. Dla mnie oczywiste jest, że zawsze w czasie rewolucji konserwatywni sąsiedzi i konserwatywne regiony wszczynają zamieszki. To zjawisko pozytywne, nie patrząc na cały tragizm. To zjawisko zrywu narodu ukraińskiego do wolności. A wolności tak po prostu nie da się osiągnąć, bo, po pierwsze, siły zewnętrzne, jak widzimy, przeszkadzają, a po drugie, przeszkadza niewolniczość w nas wewnątrz. Bardzo trudno jest dostosować się do nowych warunków. W tym sensie miał rację Głazjew: jeśli pozostaniecie niewolnikami, to będziecie otrzymywać tą samą pensję i jeszcze coś wam pożyczymy.

Jeszcze jedno bolesne pytanie, którym manipulują, to kwestia cen gazu. Ceny wzrosły w tym samym czasie już rok nie kupujemy gaz od Rosji. Potrzebujemy niezależności energetycznej od Rosji, bo to nasza była metropolia, która dalej chce, abyśmy byli jej kolonią w tej lub innej postaci.

Tak, cena tej niepodległości i ceny gazu u nas mogłyby być niższe, gdyby nasze reformy przebiegały szybciej i, w szczególności, zostały stworzone warunki do gwałtownego wzrostu wydobycia gazu w kraju, a działania na rzecz efektywności energetycznej realizowane szybciej i sprawniej.

Niezadowolenie ze strony ludności wynika z tego, że ostatnie trzy lata były latami kryzysu. Po drugie, Ukraińscy boją się zmian, bo przyzwyczaili się do życia, które było. Politycy cieszą się z tej obojętności, a siły zewnętrzne ją wzmacniają. W ten sposób moglibyśmy żyć lepiej, gdyby nie cały szereg okoliczności, które musimy pokonać.

Można powiedzieć, że nasze reformy skazane na to, że będą postępować powolniej, aniżeli, na przykład, polskie. Tam wystarczyło sześć lat, a nam trzeba będzie na przykład 15, bo okoliczności są zupełnie inne. Polska wracała do domu. Wartości biernej większości narodu polskiego odpowiadały wartościom na których zostały zbudowane nowe instytucje. U nas sytuacja jest o wiele trudniejsza. Możemy ją pokonać, jest do tego wiele pozytywnych przesłanek, ale to będzie dłuższy i bardziej dramatyczny proces, aniżeli w Polsce.

 

* Jeśli znajdziesz błąd w wiadomości, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter.
реклама
więcej nowości
2016-12-05 20:37:05